@xxkasiakowalczykxx

kasiakowalczyk.jpg
extra

"Moje spotkanie z aniołem"
Był letni wieczór. Dosyć ciepły, jak to na lato przystało. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Wszędzie panowała błoga cisza, a w powietrzu unosił się zapach dojrzewających owoców.
Ja sama byłam na zielonej łące. Spacerowałam sobie beztrosko pośród bujnej kępy traw i żółtych kwiatów.. bodajże tulipanów. Musiałam nacieszyć się ostatnimi dniami lata, więc wszystkiemu przyglądałam się z zachwytem.
Nagle jednak coś zakłóciło mój wewnętrzny spokój ducha. Odwróciłam się szybko, zarzucając długie włosy na plecy. Gdy stwierdziłam, że to jakiś spłoszony ptak narobił niepotrzebnego hałasu, moje zaniepokojenie prysło jak bańka mydlana. Ale co to? Zza horyzontu wyłoniła się jakaś postać.. swoim blaskiem raziła w oczy. Nie mogłam patrzeć. Odwróciłam wzrok. A ten ktoś ciągle się zbliżał. Chciałam uciekać, ale ciekawość okazała się silniejsza. Zostałam. Owy ktoś był już blisko... ciekawość i podekscytowanie rosło we mnie z każdą chwilą.
To był On. Moja druga połówka.
Podszedł prosto do mnie. Teraz widziałam wyraźnie, że wcale nie lśnił złotym światłem, jak mi się pierwotnie wydawało. Był to po prostu mylny efekt spowodowany zachodem słońca.
Jedną rękę położył na mojej talii, a drugą zaczął gładzić mój policzek. Jego zapach przenikał do mojej podświadomości. Czułam jego oddech na swojej twarzy, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Przeszło mi przez myśl, że później mogę mieć problemy z zachowaniem prawidłowej arytmy serca, ale odepchnęłam od siebie te myśli... nie chciałam myśleć. Nie w takim momencie. Nie, nie teraz. I... uśmiechnęłam się promiennie.
Jego reakcja? Pocałował mnie. Subtelnie, ale namiętnie. Miałam wrażenie, że znalazłam się poza czasem i przestrzenią.
Wtuliłam się w jego ramiona. Obejmowaliśmy się przez dłuższą chwilę... chwilę, która dla mnie mogłaby nigdy się nie kończyć. Byłam szczęśliwa.
Jednak nie trwało to długo. On... poczułam, że odsuwa mnie od siebie. Delikatnie, ale stanowczo. Znów mnie zaskoczył. Zrobiłam wielkie, kocie oczy. On... sprawiał wrażenie, jakby chciał się pożegnać. Pocałował mnie w czoło, a letni wietrzyk rozwiewał mi włosy i niesforny kosmyk opadł mi na twarz. Już miałam się tym zająć, ale... On mnie powstrzymał. Uśmiechnął się tym swoim nonszalanckim uśmiechem.
Trzymaliśmy się za ręce.
Coś zaczęło nas rozdzielać. Coś ciągnęło nas w przeciwne strony. To "coś" nastąpiło tak niespodziewanie, że nasze ręce się rozdzieliły. Byliśmy jeszcze na tyle blisko, że mogłam zobaczyć swoją przestraszoną twarz w jego oczach. Nie wiedziałam, co się dzieje. On... także wydawał się zdezorientowany, ale posłał mi przepraszające spojrzenie i??? zniknął za horyzontem.
Słońce zaszło już całkowicie. Było ciemno, a ja zostałam sama. Straciłam poczucie bezpieczeństwa.

Wtedy się obudziłam. Niemal od razu usiadłam! Miałam niespokojny oddech. Tkwiło we mnie przeczucie, że coś jest nie tak. Chwyciłam za mój telefon i w tej samej chwili dostałam sms-a:
"Kocham Cię skarbie" .
Przewróciłam oczami i zaczęłam się śmiać. Przecież to tylko sen! ;)
Jednak można z tego wyciągnąć pewien morał, naukę na przyszłość..
Śpieszmy się kochać ludzi. Tak szybo odchodzą.